Rozmowa z Leną Pachocińską, zwyciężczynią w konkursie MURALove!
Jesteś zwyciężczynią konkursu na mural MuraLOVE WPiA UW, studiujesz na Akademii Sztuk Pięknych malarstwo. Na sam początek powiedz mi, czy jest to pierwszy konkurs plastyczny, w którym brałaś udział i odniosłaś znaczący sukces?
Wcześniej brałam już udział w konkursie w Jabłonnej, też na mural. Jabłonna to moja gmina, w niej mieszkam, więc stwierdziłam, że wezmę udział. I też akurat udało mi się wygrać, więc w tym roku to już druga taka moja przygoda.
W tym roku, czyli w ogóle to było ich więcej?
Nie, nie, w sumie dopiero niedawno, właśnie będąc na ASP, stwierdziłam, że może czas zacząć brać udział w tych wszystkich konkursach, które promuje nasz sekretariat i dziekanaty.
Czy w takim razie konkurs na mural WPiA UW też został wypromowany na ASP?
Nie, niestety ten nie był ogłoszony, ale mam po prostu tutaj na Wydziale znajomych, którzy, wiedząc że już wygrałam w Jabłonnej, a także że ostatnio zajmuję się właśnie tymi muralami, przesłali mi informację i powiedzieli: „bierz udział!”.
To świetnie, że posłuchałaś rady, ponieważ z kimkolwiek nie rozmawiałam, każdy bardzo chwalił zwycięski projekt. Nie ukrywam, że był moim faworytem. Jest bardzo wyrazisty, kolorowy, zwłaszcza, kiedy porównamy go z większością zakwalifikowanych do głosowania prac – to zupełnie odmienna koncepcja. Ale jak sądzisz, co w twoich projektach wzbudza takie zainteresowanie czy to właśnie w ludziach, którzy głosują, kapitule selekcjonującej projekty do kolejnego etapu, albo właśnie w jury konkursowym?
Ogólnie podczas tworzenia mojej sztuki, moich obrazów (ostatnio zajmuję się też witrażami i animacją) niezwykle naturalne dla mnie jest wykorzystywanie bardzo nasaturowanych, nasyconych kolorów. I wydaje mi się, że w obecnych czasach nie każdy używa takich barw, bo właśnie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, aby wszystko było beżowe albo białe, jakieś szaro-czarne. Powód – tego typu kolorystyka kojarzy się z powagą. Ja trochę podchodzę do tego w ten sposób, że właśnie intensywność barw sprawia, iż przestrzeń staje się trochę przyjemniejsza do funkcjonowania w niej i radośniejsza. Powinniśmy się otwierać na takie kolory po tej, powiedzmy, „erze beżu”. I wydaje mi się, że ludzie po prostu są tego spragnieni. Podobnie, być może, spragnieni są nie do końca poważnych koncepcji, bo wiem, że mój projekt niekoniecznie był taki super poważny. Temida przedstawiona w formie syrenki, mimo że ma poważną minę i tak dalej, może budzić pewne rozbawienie, ale uważam, że uniwersytet nie jest miejscem, w którym należy być wyłącznie super poważnym, bo jest to jednak miejsce ludzi młodych. Młodzi z założenia lubią humor. I nawet nie tylko młodzi, ogólnie ludzie lubią humor. Mam wrażenie, że żarty i jakieś takie poczucie zabawy to rzeczy, które sprawią, że czujemy się jakoś społecznie złączeni. Nie chcę przypisywać jakiejś wielkiej filozofii do tego, ale sądzę, że ludzie często wybierają takie murale, które są „lżejsze”. Wielkie gabaryty pomieszczeń albo ścian, małe oświetlenie i potężna architektura, która często występuje w Polsce, szczególnie jeśli mówimy o uczelnianych budynkach, już wprowadzają w określony nastrój. Gdy da się jeszcze taki pompatyczny, poważny mural, atmosfera może stać się przygniatająca. A właśnie taka lekkość wychodzi na plus w tej sytuacji.
Jasne, mural w ogóle, który jednak przeniknął do wnętrz ze wspólnej przestrzeni publicznej, miał w pewien sposób upiększać ulice miast i na co dzień na nas pozytywnie wpływać. Mówiłaś, że to nie jest w zasadzie jakaś taka wielka filozofia, albo przynajmniej nie chciałabyś temu nadawać miana wielkiej filozofii. Niemniej chyba jednak twój projekt stanowi pewien manifest, ponieważ rzeczywiście te bardzo stonowane kolory tzw. ery „beige mom” zdominowały wnętrza domów i sprawiły, że człowiek otaczający się taką estetyką jest poniekąd anonimowy. A przecież Wydział nie zorganizował konkursu, aby wybrać pracę, której brak charakteru. Przestrzeń, w której żyjemy, w której się poruszamy jest pewnym wyrazem naszej osobowości. Wszystko coś o nas mówi, prawda? Moim zdaniem to jest mega fajne, że odbija się to w tym, co mówisz i tworzysz. No dobra, troszeczkę mi odpowiedziałaś już na następne pytanie wcześniej, ale chciałam się dowiedzieć jakiego rodzaju sztukę uprawiasz na co dzień? Mówiłaś o witrażach…
Jestem studentką malarstwa na ASP i nasz kierunek ma to do siebie, że oprócz, rzecz jasna, malarstwa i rysunku, które są, powiedzmy, najważniejszymi przedmiotami na naszych studiach (bo po prostu posiadają najwięcej ECTS-ów i najwięcej czasu teoretycznie mamy na nie spędzać), to jest bardzo dużo rzeczy, które można wypróbować pod okiem naszych dydaktyków. W tym roku mieliśmy zadanie na uczelni, które polegało na tym, aby wziąć dowolny przedmiot i wykonać go w takiej technice i z takiego materiału, żeby wszystko na temat tego przedmiotu zostało wywrócone, i żeby stało się swoim przeciwieństwem. Zrobiłam piłkę, która była ze szkła, właśnie z witrażu – zawsze chciałam się nauczyć je robić. Moi idole artystyczni, na przykład Wyspiański i Alfons Mucha, robili witraże. W modernizmie to było bardzo popularne, żeby artyści projektowali we własnym stylu, a niekoniecznie pod konkretny kościół i zamówienie. Zawsze mnie ciągnęło do tej techniki, bo właśnie te kolory i światło prześwitujące przez nie było dla mnie w pewien sposób oczarowujące. W końcu stwierdziłam więc, że kupię sobie szkło, taśmę miedzianą, cynę itd. To nie jest prosta technika, zajmuje dużo czasu i długo trzeba przy tym siedzieć, a jeszcze dodatkowo można się albo pociąć, albo poparzyć lutownią, więc jest ciężko. To tyle jeśli chodzi o jakieś fizyczne problemy. Niemniej jest to na pewno bardzo satysfakcjonujące, jak się już bierze ten witraż pod światło i on nagle staje się bardzo piękny. Zrobiłam na razie ten jeden projekt, „kulę-witrażulę”, jak ja to mówię.
Szklana kula!
Tak, tak! Właśnie, jako, że to jest piłka do koszykówki, to moja koleżanka się śmiała, czy można z niej wywróżyć wynik meczu. To by było dość zabawne. Teraz z wygranej właśnie w Jabłonnie kupiłam sobie szlifierkę do szkła, żeby móc faktycznie robić lepsze witraże, a nie tylko składać tak naprawdę puzzle. Zaczęłam robić teraz dopiero drugi projekt, więc trochę jeszcze jestem zielona na ten temat, ale na pewno sprawia mi to dużo radości.
Jasne, czyli rozumiem, że już diamentowy nożyk posiadasz?
Tak, diamentowy nożyk na pewno, to już miałam przy pierwszej kuli. Ale po prostu czasem nie zawsze dało się zrobić idealny kształt i później przycięcie tego diamentowym nożykiem tak o 2 mm było prawie niewykonalne. Trzeba było zaczynać od nowa, a teraz nie mam takiego problemu odkąd mam tę szlifierkę.
Dziękuję Ci, że dzielisz się tymi doświadczeniami, ponieważ wiem, że o witrażach mało się mówi, a jest to naprawdę wyjątkowa sztuka.
No bo jest to technika, której mało osób uczy. Ja tak naprawdę dostałam trochę pomocy od asystentki mojego profesora rysunku, która się tym trochę zajmowała. Ale tak naprawdę większość jak to wszystko zrobić musiałam wykminić sama. Są tutoriale w internecie, ale jednak mało osób zaczyna od witrażu przestrzennego, więc to było trochę porwanie się na głęboką wodę. Dlatego akurat takich przewodników po witrażach 3D nie jest wiele – po prostu rzadko kto takie robi.
Kojarzysz na pewno pracownię w witrażu w Krakowie?
Myślę o tym, ale ja mam trochę ten problem, że bardzo dużo rzeczy bym chciała spróbować i zrobić. To taka klisza trochę, ale doba liczy tylko 24 godziny i to jeszcze z 8 by się przydało poświęcić na sen. Jest tyle dziedzin artystycznych i każda z nich jest ciekawsza od drugiej. Po prostu bardzo trudno jest wybrać coś, żeby poświęcić na to tyle czasu, żeby być mistrzem jakiejś techniki, bo na przykład właśnie tak samo bardzo lubię animacje. W tym roku zrobiłam sama pierwszy swój taki dość spory projekt. To też pochłania mnóstwo pracy, żeby wytworzyć nawet 3-minutowy filmik. No więc po prostu jak się dołoży ten witraż, a jeszcze trzeba malować, bo jestem na malarstwie, i jeszcze trzeba rysować, bo mam rysunek, i jeszcze animacja, no to już po prostu zaczyna się troszeczkę mało czasu robić.
Czyli jest w tobie coś z takiego modernistycznego artysty, który po prostu potrzebuje wielu różnych źródeł inspiracji, wielu różnych sztuk, żeby w ogóle próbować wyrazić się w taki sposób, w jaki on sobie tego życzy.
Na pewno jest to po prostu ciekawe – próbowanie różnych rzeczy. Myślę, że to jest wspaniałe w byciu artystą.
Dobrze, to może teraz szybko wracając do konkursu. Czy przy zgłaszaniu się kierowały tobą jakieś inne pobudki niż, chociażby, nagroda? Jakby nie patrzeć, 10 tys. zł to dla studenta nie jest mała kwota.
Mam bardzo dużo znajomych na prawie. Byłam na takim profilu w liceum – z rozszerzonym wosem, historią i matematyką, więc po prostu kilka osób, które znałam z lat szkoły średniej pisało do mnie, czy może chcę wystartować. Udostępniali mi po prostu ten konkurs jak tylko został ogłoszony, a nie było jeszcze regulaminu. I dzięki temu miałam czas na zastanowienie się nad uczestnictwem. Najbardziej skłoniło mnie właśnie to, że ludzie tak do mnie pisali i, być może, chciałam, aby było im miło, że – nie wiem, że zobaczą pracę kogoś, kogo znają i będą mogli powiedzieć: „o, to moja koleżanka to zrobiła”. Ale też ogólnie jak mam czas, to zwyczajnie staram się zgłaszać do takich inicjatyw. Myślę, że nagroda nawet nie była głównym celem. Znaczy, na pewno miło, fajnie jest ją dostać i bardzo się cieszę, ale głównie zależało mi na tym, aby pokazać się ze swoją pracą na dużym wydziale, na którym studiuje tylu moich znajomych. Dużo osób tamtędy chodzi, może ktoś się zainteresuje.
Zwłaszcza jest to ważne dla początkującego artysty, właśnie z tym wiążesz stricte swoją przyszłość, prawda?
No właśnie nie wiem z czym dokładnie chcę ją wiązać; w sensie na pewno z działalnością artystyczną, tak, ale nie wiem, czy akurat będę projektować dużo murali w przyszłości – zobaczymy. Szczególnie, że jeśli chodzi o murale, to zazwyczaj są to konkursy, więc ostatecznie wygra najlepsza praca. I to nie jest tak, że często dostaje się zamówienia na takie przedsięwzięcia. Częściej organizuje się właśnie konkurs, więc to, że mam jakieś doświadczenie, to jest dla mnie dobre, bo może mi się uda w następnym, ale nie buduję sobie czegoś w rodzaju renomy dobrego muralowca.
Skopiowałam sobie twoją wypowiedź spod naszego posta o rozstrzygniętym konkursie. Super, że w ogóle dałaś ten opis, bo dzięki temu więcej osób mogło się nieco więcej dowiedzieć o twojej koncepcji artystycznej i o tym, co chciałaś poprzez ten mural przekazać.
Ja się trochę śmieję, bo mam wrażenie, że nie za dużo byłam w stanie powiedzieć od siebie. Jednak trochę wyszłam z takiego założenia, że opisuję w tym tekście tak naprawdę to, co każdy może zobaczyć na wizualizacji. Nie miałam w ogóle pomysłu, no bo właśnie nie szła za bardzo za tym żadna taka głęboka filozofia, więc tak naprawdę opisałam po prostu co jest na projekcie, dlaczego dobrałam takie kolory i dlaczego kompozycja wygląda w określony sposób, ale na temat samego pomysłu chyba niewiele miałam do powiedzenia. Tak mi się wydaje.
Z tego opisu, i właśnie też z samego muralu, wyziera, przynajmniej moim personalnym zdaniem, takie nawiązanie przede wszystkim do miasta, z którym WPiA UW jest związane. Z jednej strony budzi się tutaj troszeczkę taki lokalny patriotyzm, z drugiej strony mamy Temidę, ugruntowane w kulturze mitologiczne i alegoryczne nawiązanie do wyznawanych przez Wydział wartości. Stąd moje następne pytanie: z jakiego powodu właśnie ona, ta tradycja WPiA UW, wygrała tutaj nad nowoczesnością? A może była to decyzja czysto estetyczna?
Ja powiem bardzo szczerze, że chyba zaszedł jakiś błąd w komunikacji, bo w regulaminie nie było nic napisane na temat tego, co ma być na muralu, a w poście dowiedziałam się, że mural może nawiązywać do bla, bla, bla… tam tych wszystkich rzeczy, do których może nawiązywać. No więc ja założyłam, że mural może odnosić się do nich, ale nie musi. Inaczej podchodziłam do konkursu w Jabłonnej. Jestem mieszkanką gminy i gdy startowałam, to nawiązałam do mojej codzienności. Biegam w parku, który jest przedstawiony na moim muralu, zawarłam w projekcie część lokalnej społeczności, biegaczy, odniosłam się do historii, która jest związana z tym parkiem itd. Miałam ten live experience, także mogłam pokazać, jak moje życie w tym miejscu wygląda, a tutaj? Jestem jednak spoza Wydziału. Widziałam, że bardzo dużo ludzi odnosiło się do rakiet i ja nie mam pojęcia dlaczego. Jeśli było tych projektów tak dużo, no to zakładam, że jednak coś o tych rakietach jest na tym Wydziale. Może jakieś koło naukowe albo coś podobnego, ale z mojej perspektywy to jest informacja, do której nie mam dostępu. Nie za bardzo mogłam polegać na wiedzy na temat technologii używanych na WPiA UW, bo nie jestem jego studentką. Dlatego odniosłam się bardziej do samej idei prawa i do Warszawy, w której, co prawda, nie mieszkam, ale studiuję, więc troszeczkę przynajmniej tę część jestem w stanie jakoś zrozumieć na poziomie emocjonalnym i konceptualnym. Poza tym, szczerze mówiąc, ja chyba w ogóle nie za bardzo lubię nowe technologie. W sensie lubię je, jeśli chodzi o np. rysowanie, bo animuję w programie do rysowania, rysuję na tablecie, więc nie mogę powiedzieć, że nie interesują mnie nowe technologie. W ogóle to będzie straszne do przyznania, ale ja po prostu chyba nie zauważyłam, że tam było coś o nowoczesności, w sensie zobaczyłam, że UW, prawo, Warszawa, Temida, Syrenka, no to Temida z Syrenką – połączenie, bum! – jest pomysł. Doczytałam wszystko, tylko po prostu jakoś tak mi mignęły te słowa. Szczególnie, że były wymienione po wyrazie może. No i gdybym odniosła się do wszystkiego, co tam było napisane, no to już by chyba faktycznie byłoby tego za dużo. Ale nie będę oszukiwać, było to chyba po prostu przez moją nieuwagę, nie zauważyłam tego.
Absolutnie nie próbowałam sugerować jakiejś nieuwagi czy przeoczenia, po prostu byłam ciekawa, czy to była świadoma decyzja, czy…?
To była taka półświadoma decyzja.
Ale wyszło naprawdę dobrze! Bo rzeczywiście, mam wrażenie, że gdyby coś jeszcze pojawiło się na projekcie, ten byłby już totalnie przekombinowany. A tak, rzeczywiście: był pierwszy plan, był drugi plan, konkretna kompozycja, tak jak opisałaś. W ogóle nikt inny nie wpadł też na połączenie Temidy ze Syrenką, przynajmniej w tych pracach, które zostały poddane ocenie szerszej publiki.
Mi się bardzo podobały na przykład te murale, które wykorzystywały światło z okna. Szczególnie ten, który chyba był na piątym miejscu, taki z chłopcem wchodzącym po schodach i z tym światłem padającym z okna – ten mi się podobał. Myślę, że przez to, że nie bywam na Lipowej codziennie, no to nie zauważyłam tej opcji. Muszę uchylić czoła, że ktoś właśnie wykorzystał te okna. Sama za to zrobiłam projekt po prostu dostosowany do tego, co wiedziałam o miejscu, co wiedziałam o uczelni i taki, który mógł się pojawić w ogóle na tym moim horyzoncie umysłu, powiedzmy.
Dobra, ostatnie pytanie, które mam do ciebie, ale to jest takie pytanie z dwoma pytajnikami, bo- cóż, wszyscy wiemy, że jest pewna kontrowersja dotycząca prac dopuszczonych do konkursu, która wyniknęła w trakcie głosowania. Czy możemy liczyć na komentarz? Co uważasz na temat nadsyłania wygenerowanych prac? I czy ewentualnie, no właśnie jako też przyszła artystka, masz jakiś pomysł może, co ewentualnie byłoby dobrym rozwiązaniem w takich konkursach? Czy może wystarczy jasny punkt regulaminu o zakazie, czy w ogóle należy przemyśleć robienie dla wygenerowanych prac oddzielnych konkursów, jeśli w ogóle tutaj można mówić o jakimkolwiek konkurowaniu…
Bardzo chętnie się wypowiem na ten temat. Zacznę od tego ostatniego. Jeśli chodzi o zrobienie oddzielnego konkursu, to trochę nie widzę w tym sensu, bo konkurs na mural to nie jest stricte konkurs artystyczny. To jest konkurs na projekt wykonania czegoś, co będzie później w przestrzeni publicznej. Jeśli już mamy założyć wykorzystanie tych prac, no to uważam, że powinny one rywalizować ze sobą. Jak widać, projekty wykonane przez człowieka wygrywają – ludzie są źle nastawieni do AI, uważam, że słusznie. Sądzę, że ogólnie nie powinny być takie prace dopuszczone z kilku powodów. Głównie oczywiście ze względów etycznych. AI jest obecnie bardzo kontrowersyjną technologią. Chcę zaznaczyć, że mówię tu o generatywnym AI, nie o np. AI wyspecjalizowanym, które analizuje wyniki badań lekarzy, z którego pomocą badacze próbują odnaleźć lek na raka itd. To jest inna sytuacja niż właśnie generatywne AI, które jest nam oddane do użytku publicznego. Ja nie używam AI, bo na moich studiach nie jest to potrzebne. Sama w ogóle nie odczuwam potrzeby też używania sztucznej inteligencji prywatnie. Uważam, że to nawet dobrze, że w tym konkursie znalazły się takie prace i przegrały – to pokazuje po prostu stosunek do takich projektów. Oczywiście, przy następnym konkursie dobrze by było (i z tego, co wiem, jest to już planowane), aby takie prace nie były dopuszczone do konkursu. Ludzie się wypowiedzieli na ten temat. Ale jeśli chodzi o to, że w ogóle wyszła ta sprawa i widać jaki ma skutek, jak bardzo ludzie pokazali, że się nie zgadzają na to, żeby takie prace brały udział w konkursie, no to może dobrze, że wyniknęła z tego taka kontrowersja. Organizatorzy są w stanie zobaczyć jak bardzo negatywna jest opinia publiczna na ten temat. To jest jedna sprawa – etyczność i opinia publiczna. Druga sprawa jest taka, że wygenerowane prace często od razu są wykonane w formie wizualizacji. Tzn. nie ma projektu, takiego jak ja np. wysłałam, czyli po prostu kształtu ściany na białym lub przezroczystym tle. Rysunek od razu jest rzucony na ścianę, co czasem sprawia, że zmienia się jej kształt. Na niektórych projektach kształt ściany w ogóle nawet nie przypomina pierwotnego. Jeśli nie ma projektu, który firma wykonująca sama będzie mogła sobie nałożyć, odmierzyć i sprawdzić wymiarowo, to generuje to same problemy dla wykonawców. Trzecia sprawa – AI w przestrzeni publicznej po prostu ją obrzydza. W sensie, że sprawia, iż staje się ona coraz brzydsza. Wygenerowane reklamy w telewizji, internecie, na ulicy… Idę sobie, powiedzmy, taką ulicą, gdzie jest mnóstwo budek z jedzeniem i na każdej z nich są reklamy AI – zdjęcia jedzenia zrobione przez sztuczną inteligencję. Po co? Mnie to automatycznie odpycha od takiej burgerowni, albo kawiarni. Zrób to latte z tym wzorkiem, postaw na tym stoliku, uprzątnij przestrzeń i masz zdjęcie. Nie widzę jaki to jest problem, zwłaszcza, że mamy telefony, które naprawdę robią ok zdjęcia i nawet nie trzeba mieć aparatu. Mam też wrażenie, że przez to, że wszyscy mogą sobie coś wytworzyć w AI, zanika taka społeczna, wspaniała rzecz jak barter. Restauracja może zaprosić na jakieś burgery za darmo danego artystę, a ten w zamian zrobi kilka rysunków do menu. I nawet jeśli nie ma pieniędzy, aby mu zapłacić, to myślę, że barterowo przynajmniej część artystów bardzo chętnie by się zgodziła. Nawet czysto wolontaryjnie! Oczywiście nie wolno zmuszać artystów do takich rzeczy, ale na pewno taki twórca, który otrzymuje propozycję od swojej ulubionej restauracji, kawiarni, chętnie zgodzi się na to, żeby wytworzyć dla nich grafikę w zamian za jakąś kawkę. Zauważyłam to głównie w sklepach sprzedających bubble tea – wiszą tam rysunki stworzone przez ludzi, którzy lubią tam przychodzić. Rysunki powieszone na ścianie za darmo!
I to są dobre rysunki, to są świetne rysunki.
Tak! Dokładnie. Ludzie chętnie tworzą sztukę za darmo dla miejsc, na których im zależy. A jeszcze dodatkowo jest następna sprawa, oczywiście już prawna tak właściwie – problemy z prawami autorskimi. Algorytmy karmią się na pracach ludzi, którzy się na to nie zgodzili. W kontekście konkursu na mural mogłaby powstać sytuacja, gdzie ktoś dostaje pieniądze, i to niemałe pieniądze, za to, że wpisał prompt. Nawet jeśli taka osoba przemyślała sprawę, nawet jeśli miała jasny koncept tego, co by chciała, aby AI zrobiło, nadal wykorzystuje ona prace ludzi, którzy nie zgodzili się na to, aby ich praca została wykorzystywana. Wydaje mi się, że kilka projektów było fotomontażem, nie wiem, czy AI, ale wciąż nie wiemy czy te osoby miały prawa do wykorzystywania danych obrazów. Nie wiem, czy to były zdjęcia ze stocka, a jeśli były, to czy ktoś zapłacił za dostęp do tych materiałów, czy po prostu usunął znak wodny? Według mnie, kwestie praw autorskich to bardzo kontrowersyjne sprawy. Ja nie wykorzystuję AI, nie wykorzystuję zdjęć innych ludzi. Można jeszcze mówić o inspiracji, ale to też już jest kontrowersyjne – powiedzmy, że weźmiemy zdjęcie i namalujemy je samodzielnie na płótnie, bez rzutnika itd. Czy aby na pewno jest to nadal zaledwie inspiracja? Nie wiem, czy warto o tym mówić, ale była jedna uczestniczka konkursu, która poinformowała, że nie użyła AI, tylko narzędzi AI, które są wbudowane w program Photoshop. Twierdzi, że graficy normalnie z nich korzystają i nie da się używać programu bez tych funkcji. A to jest po prostu nieprawda. Ja umiem używać Photoshopa. Jeśli korzystasz z narzędzi AI, to korzystasz z AI. To tak jakby w Wordzie wstawili funkcję Chata GPT i możliwe byłoby zaznaczanie fragmentu tekstu i wydanie komendy „uprość” – to by było użycie AI. Narzędzie sztucznej inteligencji używa sztucznej inteligencji, więc cała praca ma w sobie przynajmniej elementy AI. Kiedyś miałam o wiele bardziej radykalne poglądy na sztuczną inteligencję. Niemniej, widzę przykłady jej sensownego wykorzystania w sztuce. Np. w animacji – osoba, która nad nią pracuje samodzielnie, często nie ma na to funduszy. To bardzo przykre, że taka osoba musi korzystać z AI, ponieważ nie stać jej na to, aby samemu zrobić projekt, no ale tak jest. Zamiast zatrudniać osobę do rysowania klatek pomiędzy tymi kluczowymi, aby animacja była bardziej płynna. Nie zawsze jest to potrzebne, ja na przykład tego nie robię, ale widzę w tym sens. Zwłaszcza, gdyby to było wyspecjalizowane AI. Wydaje mi się, że można stworzyć algorytm, który byłby wytrenowany wyłącznie na tej jednej animacji, nad którą by pracował, i przez to byłby również bardziej moralny. Ale użycie AI w muralu, którego projekt można zrobić w kilka godzin? To czas, który spokojnie można poświęcić. No bo wiadomo – w konkursie wygrywa jedna osoba, a cała reszta pracowała za darmo. To taki trochę hazard jeśli chodzi o pracę artystyczną, ale wszyscy się na to zgadzamy.
Absolutnie! Świetnie się rozmawia, niemniej chyba musimy niestety kończyć. To był wywiad z Leną Pachocińską, która w trakcie spotkania podzieliła się informacjami o sobie, o swojej sztuce i o zasadach, którymi się kieruje w obliczu stale rozwijającej się technologii. Dziękujemy za twój udział zarówno w tym konkursie, jak i w tej rozmowie. Powodzenia w kolejnych konkursach!
Wywiad przeprowadzony przez Dayanę Rawitę
